Produkcja gelato o piątej rano w pracowni Gelateria Veneta na Młyńskiej w Gliwicach

Lato, które zaczyna się o 5 rano

September 02, 2026

Piąta rano. Sklep na Siemińskiego jest jeszcze ciemny i zamknięty. Nikt tam nie stoi, drzwi są zaryglowane, w pozzetti panuje cisza.

Trzysta metrów dalej, na Młyńskiej, pracują już dwie kuchnie.

To tam powstaje wszystko, co kilka godzin później zobaczysz za szybą. W poniedziałki zaczynam jeszcze wcześniej.

Nie piszę tego, żeby ktoś mnie żałował. Piszę, bo przez całe lato stoisz po drugiej stronie lady i widzisz gotowy produkt. Ładne gelato, ułożone w pozzetti, gotowe do nałożenia. Chciałem raz pokazać, co się dzieje, zanim tam trafi, bo to jest ta część, której nie widać, a która decyduje o wszystkim.

Lato zaczęło się w tym roku wcześniej

Ostatni tydzień maja. Temperatury poszły w górę i sezon po prostu się zaczął, bez zapowiedzi.

Wiosna była w tym roku nietypowa. Nie było upałów, ale było bardzo sucho i bardzo słonecznie, dzień za dniem. Dla lodziarni to znaczy jedno. Ludzie wychodzą z domu, a pełna praca zaczyna się dużo wcześniej niż zwykle.

Od tamtego momentu pracujemy siedem dni w tygodniu. Lodziarnia nie zamknęła się ani na jeden dzień. Ja też nie wziąłem ani jednego wolnego. Motocykl stał.

Dwie kuchnie, jeden poranek

Zaczynamy od gelato. Robię je codziennie, od piątej rano, aż skończę. Nie ma tu żadnej sztuczki, po prostu trzeba to zrobić i tyle.

Kiedy gelato jest gotowe, przychodzi kolej na sosy. Potem na ghiaccioli.

Równolegle pracuje druga kuchnia, Dorelle Bakery. Ivana, Madzia i Olga przygotowują tam semifreddo, ciastka, sycylijskie brioszki i całą resztę wypieków, które potem znajdujesz u nas w sklepie.

Dwie kuchnie, jeden poranek. I wszystko musi być gotowe, zanim otworzymy.

Osiemset kilogramów tygodniowo

W szczycie sezonu wychodzi z tego około 800 kilogramów gelato tygodniowo. Z jednej małej lodziarni w Gliwicach.

Podaję tę liczbę nie po to, żeby się chwalić. Podaję ją, bo ona coś znaczy dla ciebie.

Osiemset kilogramów tygodniowo oznacza, że u nas nic nie stoi. Nie ma magazynu z zapasem na przyszły tydzień. Nie ma kartonów czekających na swoją kolej. To, co jesz w czwartek, powstało w czwartek rano, kilka godzin wcześniej, trzysta metrów dalej.

W lodziarni, która kupuje gotową masę, ta sama liczba nie znaczyłaby nic. Tam produkt czeka. U nas produkt powstaje.

Kiedy upał uderza z boku

Myślisz, że latem lodziarnia walczy z upałem na sali. Prawda jest taka, że upał uderzył w nas z zupełnie innej strony.

Woda, która wchodzi do maszyny, była za ciepła. Rury nagrzewały się tak mocno przez temperaturę na zewnątrz, że nawet w nocy nie zdążyły ostygnąć. Maszyna nie miała czym się chłodzić.

Efekt był natychmiastowy. Zaczęła pracować nieprawidłowo i blokować produkcję. A produkcji, której nie da się zrobić rano, nie da się nadrobić po południu, bo po południu jest sklep.

Przyjechał technik. Chyba jemu też przegrzała się głowa, bo żeby rozwiązać problem, dobił do maszyny gazu chłodniczego.

Problem nie zniknął. Za to pojawił się drugi, dużo poważniejszy, bo przy takiej ilości gazu sprężarka miała po prostu paść. A wymiana sprężarki w środku sezonu to nie jest usterka, to jest katastrofa.

Kiedy próbowaliśmy skontaktować się z nim ponownie, przestał odbierać.

Maszynę uratowali nasi sąsiedzi. Dzięki nim wróciła do normalnej pracy i sezon potoczył się dalej.

Rzecz, która przeraża mnie najbardziej

Do tego doszły przerwy w dostawie prądu, również z powodu upałów.

To jest moment, w którym człowiek uświadamia sobie, jak bardzo jest zależny od czegoś, o czym w ogóle nie myśli. Całe gelato, które mamy zamrożone, może się rozpuścić, jeżeli problem nie zostanie szybko usunięty. Cała praca całego tygodnia.

Piszę o tym wszystkim z jednego powodu.

To jest dokładnie ta część, za którą płacisz, nie wiedząc o tym. Nie płacisz za gałkę. Płacisz za to, że ktoś o piątej rano walczy z maszyną, zamiast otworzyć wiadro z gotową masą i mieć spokój.

Bo tamta droga też istnieje. Jest tańsza, łatwiejsza i nikt by się nie zorientował. My jej nie wybraliśmy.

Kto do nas przyszedł tego lata

W tym roku odkryło nas dużo więcej osób niż w poprzednim. Naprawdę dużo więcej.

Ludzie przyjeżdżali z daleka, pokonując kilometry tylko po to, żeby spróbować. Wiadomości, które wysyłacie nam bezpośrednio na WhatsAppie, czytamy wszystkie, co do jednej. To samo dotyczy reakcji na każdą nowość, którą wypuszczamy. Przy sycylijskich brioszkach było ich wyjątkowo dużo.

Przyszło też sporo Włochów.

Powiem szczerze, to najtrudniejsi krytycy kulinarni, jakich można sobie wyobrazić. Włoch nie porównuje twojego gelato z lodziarnią obok. Porównuje je z domem, z dzieciństwem i z miejscem, do którego chodził przez dwadzieścia lat. Tego się nie da oszukać.

Kiedy słyszę od nich, że to, co robimy w Gliwicach, jest wyjątkowe również według włoskich standardów, to jest dla mnie najlepsza recenzja, jaką mogę dostać.

I jednocześnie największa presja, jaką znam. Bo kiedy ktoś pokonuje taką drogę, żeby do ciebie dotrzeć, nie ma miejsca na słabszy dzień. Wszystko musi się zgadzać przy każdej gałce, w każdą sobotę, przy każdej kolejce.

Jeżeli przyprowadziłaś albo przyprowadziłeś do nas kogoś tego lata, to ty jesteś powodem, dla którego ktoś pokonał tę drogę. Nie reklama. Ty.

Wrzesień, czyli nasza druga wiosna

Teraz zaczyna się moja ulubiona część roku.

Ulica budzi się wcześnie rano i wypełnia uczniami. Od tych najmniejszych, prowadzonych za rękę, po licealistów idących własnym tempem. Patrzę na nich i widzę same plany, nadzieje i tę lekkość, którą ma się tylko w tym wieku. Patrzą w przyszłość i naprawdę nic ich w niej nie ogranicza.

Wrzesień w lodziarni jest trochę jak druga wiosna. Wraca rytm dnia, wracają stali klienci, wraca czas na rozmowę przy ladzie, na którą w lipcu po prostu nie ma miejsca.

Jeżeli w wakacje nie było kiedy zapytać, o co chciałaś albo chciałeś zapytać, to teraz jest ten moment.

Jagodowa Fantazja

I na koniec coś, co narodziło się z problemu.

Przez pół lata trwała w Gliwicach prawdziwa eksplozja jagodzianek. Efekt był taki, że jagody znikały z rynku w zawrotnym tempie i zdobycie ich w sensownej jakości graniczyło z cudem.

Teraz, kiedy szał na jagodzianki minął, a jagody nadal są dostępne, powstała Jagodowa Fantazja.

Gelato jogurtowo jagodowe, z domowym sosem jagodowym i kruszonką maracuja, robioną u nas w kuchni Dorelle.

To nasza najnowsza kreacja i zdecydowanie nie ostatnia. Kolejne smaki specjalne pojawią się już wkrótce.

Na koniec

Dziękuję. Za każdą wizytę tego lata, za każdą wiadomość, za każdą osobę, którą do nas przyprowadziłaś albo przyprowadziłeś.

Wybrałaś albo wybrałeś lodziarnię, która robi wszystko od zera, codziennie, o piątej rano, w dwóch kuchniach, przez siedem dni w tygodniu. To nie jest przypadek i to nie jest oczywiste.

Do zobaczenia przy ladzie. Zapytaj o Jagodową Fantazję, opowiem ci, skąd się wzięła.

Valerio

Gelateria Veneta, ul. Siemińskiego 18 do 20, Gliwice.

Valerio Savio

Valerio Savio

Valerio Savio to założyciel i mistrz lodziarski Gelaterii Veneta. Kontynuuje tradycję swojego dziadka Paolo – tworząc prawdziwe Lody Kunsztu Włoskiego z pasją, kreatywnością i szacunkiem do składników. Jego misją jest przywrócenie autentycznego smaku włoskiego rzemiosła – łyżeczka po łyżeczce. 🍨

Instagram logo icon
Back to Blog